dom,  holistyczne

Cierpliwość

„Pozwól sobie na cierpliwość, bo wszystko z czasem się ułoży, i ciesz się twórczością! Dla mnie urządzanie domu nie jest celem, ale bezustannie ewoluującym i zmieniającym się projektem artystycznym” Amy Butler

Cierpliwość

Tworzenie jest fajne!

Dziś przeczytałam te słowa. Nasz dom budujemy już jakiś czas. Są momenty, że lecimy jak szaleni  (np. teraz) i są dni kiedy się nie da. A to bo musi coś wyschnąć, a to bo temperatura nie taka, a to mróz a to za ciepło, wilgotno czy ciemno. Albo zwyczajnie kończą się środki i trzeba albo poczekać albo znaleźć inne rozwiązanie, innego wykonawce. O albo właśnie wykonawca ucieka albo przekłada terminy. Co jak co budowa tego domu uczy mnie, nas cierpliwości.

Ale czytając to zdanie myślę sobie o właśnie to tak jest… być powinno. Owszem dom jest dla mnie celem. Upragnionym. Pokładam w nim duże nadzieje. Wiem, że dużo zmieni, ba już zmienił w naszym życiu. Ale w sumie to co każdy nam powtarza… jak już masz dom to nigdy nie przestajesz budować/ remontować. I coś w tym jest. Ale może fajnie właśnie podejść tak jak Amy pisze? Jak do projektu artystycznego? Nie ukrywam, że kiedy myślę o wielkości tego projektu i aktualnie o jego kosztach to najzwyczajniej mam dreszcze. Tyle jeszcze przed nami. Tyle jeszcze potrzeba pieniędzy, wysiłku.

Przyjemności

Ale ile w tym przyjemności? Lecieć i szaleć i przy końcu nie mieć żadnej z tego radości?

Nasi znajomi lecieli na łeb na szyję. Byle jak najszybciej. Przed samą przeprowadzką nie mieli już sił by cokolwiek robić. By iść d przodu. A o radości z nowego domu nie było juz zupełnie mowy. Piękne wnętrza. Wymuskane na tip top. Ale sił by się nimi cieszyć nie było. A i nieprzemyślane decyzje odbijają się do dziś dnia…

Chyba tak nie chcę. Owszem zależy mi na czasie. Chcę jak najszybciej. Ale chce też z głową. Nie mam wielkich wymagań. Byle był dach nad głową ( już jest ). Byle był gaz i było ciepło. Byle było gdzie się umyć. Panele czekają. Ściany będziemy malować etapami. Powoli. Na ile pozwolą finanse i siły. A przycupnąć można nawet w jednym pokoju. Z kuchnią spadkową od koleżanki. Czy musi odrazu być jak na instagramie?

Jak z obrazka?

Być. Razem.

Nie lepiej po prostu żyć? Cieszyć się samym tworzeniem? Dylematami czy biała czy piniowa bejca na drewniany sufit? Cieszyć się możliwościami? Czy nie lepiej cieszyć się drogą? Samym tworzeniem? Ja i tak nie usiedzę w miejscu. Nie dam rady nie przestawiać i zmieniać. Nie wierzę, że raz ustawię i tak zostawię. Nie to nie ja. Ja przestawiam ile się da. Jeżeli nie zrobię przemeblowania raz na miesiąc to cud. Chociażby przestawię kwiaty na parapecie. Czy przyprawy w szafce. No to po co się zabijać?

Kiedy tak patrzę na sąsiadów jak lecą byle do przodu. Kiedy mówię, że nie mam tego i nie widzę konieczności by mieć tamto i widzę te miny zastanawiam się o co chodzi… Czy naprawdę piękna kuchnia to to czego teraz potrzebuję? Czy może spokój jest mi bardziej potrzebny?

Właśnie takie słowa jak na początku i takie dni, kiedy nie jedziemy na budowę, kiedy możemy oderwać się od tego wszystkiego. Zauważyć nasze potrzeby.  Pobyć razem tak naprawdę. Pobyczyć się. Odpocząć zajmując się czymś innym. Ba nawet drżeć bo nie starczy na to czy tamto. One są potrzebne. By do pionu się postawić. By ćwiczyć cierpliwość… bo tak naprawdę czekanie jest fajne. Jest już namiastką tego co będzie.