dom,  holistyczne,  o życiu

Idealnie

„Nie chcę być kolesiem, którego ludzie mogą rozgryźć. Z tego nic dobrego nie wynika. Jak cię rozgryzą, to cię
wykorzystują. Tak to działa. Odkrywają twoje słabości i to wykorzystują.” 
Minka Kent – Idealne życie

 

Na budowie

Dzisiaj niedziela. Odpoczywam. Ostatnie dni, tygodnie są u nas bardzo intensywne. Dużo czasu spędzamy w aucie podróżując na budowę. Dużo czasu spędzamy właśnie tam. Dużo pracujemy fizycznie. Dużo spotykamy się z sąsiadami. Tymczasowe drzwi naszego domu są ciagle szeroko otwarte a sąsiedzi choć w okropnym bałaganie, rozgardiaszu i kurzu myślę, że czują się bardzo swobodnie. Jedna sąsiadka wpada ze swoją córka i zajmuje się moją a ja ogarniam prace na budowie. Za chwilę wpada sąsiad ze swoja dwójką urwisów. Zostawia je z tymi które już u nas są. Kiedy indziej ja idę do nich i sytuacja jest zupełnie odwrotna. Ale jest nas jednak na całej ulicy niewielu z takim podejściem.

Internet

Od niedawna piszę tego bloga. W sumie piszę trochę dla siebie. Trochę jak taki pamiętnik. Trochę terapia. Trochę by uciec. Trochę bo lubię i mi brakuje. Trochę, żeby pokazać, że fajnie być mamą, kobietą i kura domową. Że można to lubić. Że nie oznacza to końca świata. Że nie siedzę i tylko pachnę.

Jak narazie nie ukrywam, że to co mam w zamyśle i pomyśle idzie mi średnio. Jest tyle rzeczy o których bym chciała Wam napisać ale zwyczajnie brak mi czasu i konsekwencji. O i właśnie to, dochodzimy do celu mego wywodu. Zapisałam się do paru grup „wsparcia” dla blogerów. Wiadomo pisać mogę sobie ale żeby ktoś to poczytał, żeby do kogoś dotarło trzeba gdzieś pokazać.  Inaczej to takie pisanie trochę do szuflady. Ale nie sadziłam, że internet jest taki bezwzględny. Że chce tylko żeby było idealnie. Zdjęcia tylko piękne i idealne. Treści tylko proste. Poprawne. Jasne. Dobre. Lekkie i przyjemne. Że to tak naprawdę wielki marketing. I choć lubię oglądać te piękne, wymuskane rozjaśnione i wyedytowane zdjęcia to te prawdziwe, które zatrzymują chwile są dla mnie piękniejsze. No ale nic pisać chcę bo lubię i będę. Może jakaś garstka z Was się znajdzie i uzna, że czasem fajnie tu wpaść. Będzie mi bardzo miło!

Coś za coś

Idealnie być razem… tak naprawdę.

I tak właśnie sobie o tym wszystkim myślę. Tak po porostu. Nie, jak w cytacie na początku, by rozgryźć i wykorzystać. Ale tak zwyczajnie bo widzę, zauważam. Sąsiedzi. Niektórzy robią coś żeby mieć u ciebie przysługę. Żeby pokazać, że oni mają lepiej szybciej fajniej (wg nich). Chcą pokazać. I często nie ukrywają tego. Internauci (tak to sobie ogólnie nazwę) komentują, wchodzą czy polubią czekając tylko na twoją reakcję zwrotną. Ciagle coś za coś.  Wszyscy analizują, rozgryzają, stawiają diagnozy…. Że im się chce? I jeszcze niestety na dodatek pewnie z połowa albo i więcej widzi tylko te złe i ciemne strony… Naprawdę coraz trudniej o prawdziwych ludzi? Ludzi takich normalnych. Zwykłych. Ze swoimi ułomnościami, problemami ale i radościami i osiągnięciami z których razem moglibyśmy się cieszyć a nie tylko sobie zazdrościć.

Idealnie

Takich idealnych jest na pęczki. Takich, którzy sprzątają tylko kawałek do zdjęcia albo gdy mają przyjść goście albo wręcz odwrotnie non stop latają na szmacie byle było idealnie bo czasem ktoś wpadnie z niezapowiedzianą wizytą. No dobra to przedostatnie też dotyczy mnie. Raczej wolę posiedzieć z rodzinką, wyspać się niż sprzątać albo zabijać się bo kurz będzie miał 2 mm. Ale sprzątam czasem w popłochu gdy zapowiadają się goście raczej z szacunku do nich niż tego co sobie pomyślą czy zobaczą. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie ma ideałów. Każdy ma swoją naturę. Fizjologię. Przyzwyczajenia. Każdy jest inny. Każdy ma swoje za uszami. A zabijać się bo talerzyk nie stoi 5 cm w prawo? Nie no nie.

Choć… kiedyś tak miałam. Oj jak byłam młoda bardzo zależało mi na tym co ludzie sobie pomyślą. Jak będą widzieli to co zrobiłam. Żeby było idealnie. Uwielbiałam robić imprezy… wszystko musiało być na tip top. I choć wypruwałam sobie żyły by było idealnie to często nie było. Bo było idealnie… dla mnie. Tak mi się wydawało. Dorosłam (bo jak to inaczej nazwać?). Teraz nie ważne czy talerze są z jednego kompletu czy może każdy z innej parafii. Teraz najlepsze imprezy to spontaniczne spotkania składkowe. I choć lubię dobre rzeczy. Jakość. To ta jakość życia jest najważniejsza. A w sumie to ten złoty środek jak zawsze jest najważniejszy. Żeby było fajnie i ładnie bo jak jest ładnie to jest fajnie. Bo jak jestem zadowolona to ludzie są zadowoleni. Bo jak ludzie są zadowoleni to jestem zadowolona. I tak po prostu. Nie po to żeby coś uzyskać, mieć znajomości, mieć jakieś „długi wdzięczności”. Tak po prostu, żeby być razem. Prawdziwie, nie na pokaz. Być społecznością.  Być razem tak naprawdę.