holistyczne,  o życiu

Jesień. Chaos i ciepłe jesienne promienie.

U nas dziś spokój. Cisza. Błogo. W naszym rodzinnym rytmie dnia, w naszej diecie widać już jesień. Śpimy dłużej, kładziemy się wcześniej. Jemy częściej ciepłe posiłki. Pijemy więcej ciepłych napojów. Otulamy się kocami i korzystamy z pięknego złotego słońca. I choć w tym roku jest wyjątkowo ciepłe to czuć już że to jesienne promienie. Szumi już sucha kukurydza u sąsiada na polu. I jakiś taki błogi spokój zapanował. Cisza. Tylko co jakiś czas pędzimy na budowę i wtedy jest szaleństwo… choć i tam czuć jesień.

Jesienne menu

Jemy ciepłe, gotowane, pieczone warzywa. Długo duszone mięsa. Delektujemy się zupami. Dania robią się coraz bardziej zawiesiste. Królują kolory pomarańczowe, żółte. Jesienne po prostu. Piękne jak nasza polska złota jesień. Jabłka, gruszki, winogrona, śliwki, brzoskwinie i figi to nasze ukochane owoce. Gotujemy kompoty, zapiekamy pod kruszonką, pieczemy ciasta, wekujemy. To też czas przetworów. Słoiki z buraczkami, suszonymi pomidorami w dobrej włoskiej oliwie, śliwkami w occie, brzoskwiniami w słodkiej zalewie.

Śniadania

Gdzieś już tak w sierpniu wracamy do ciepłych śniadań. To tak wychodzi zupełnie naturalnie. Jemy więcej kaszy. Częściej jadamy zupy. Zdarzają się placuszki, pankejki, które uwielbiam i chyba w końcu wypracowałam idealny bezglutenowy przepis na nie, czy po prostu naleśniki ( np z karmelizowanymi figami). Królują zupy. Wierzcie mi, że u nas pomidorówka na śniadanie to nic dziwnego. Zupy na bazie kasz i strączków albo zwyczajnie owsianka czy kasza z owocami. Tu ogromną robotę za mnie odwala dosłownie mówiąc wolnowar. To fantastyczne urządzenie. I bardzo się cieszę, że się na niego w końcu zdecydowałam. Zresztą wolnowar to cudowne urządzenie na jesień.

Obiady i kolacje

I tu znowu zupy, które robią się coraz bardziej treściwe. Dłużej się gotują. Mięsa duszą się pół dnia albo i całą noc. Warzywa są wyjątkowo słodkie i smaczne. Gulasze, potrawki smakują równie dobrze na obiad jak i na kolacje. W sosach, tartach swoje aromaty oddają kurki. Dynie nadziewamy, pieczemy, grilujemy. Coraz częściej robimy ogniska. Pieczemy w nim ziemniaki. Ten zapach i ciepło w zimne już wieczory to kwintesencja jesieni dla mnie. Ja w ogóle mam ogromną pamięć do zapachów. Każde moje wspomnienie  ma zapach. Nie umiem najczęsciej ich opisać. To zapachy tego danego wspomnienia najczęściej… czasem bardzo konkretne jak to ognisko i zimne wieczorne, wilgotne powietrze.

A jednak chaos…

W tym roku może troszkę to bardziej chaotyczne. Takie trochę już na kartonach i w rozjazdach. Trochę brakuje mi tego spokoju. Rytmu jaki nadawała jesień co roku. To gotowanie nie jest tak spokojne jak lubię. Gotuję. Wekuję. I pędzę dalej. wybieram kolejne drewno do domu albo sprzęty do kuchni. Wydzwaniam do kierownika budowy ustalam grubość styropianu. A marzy mi się już kominek, ciepła herbata, nalewka wiśniowa i książka. A przede wszystkim spokojna głowa. Ten spokój, kiedy rodziła się moja córeczka i uczyłyśmy się siebie nawzajem. Tego spokoju i czasu który spędzałyśmy razem. Teraz już coraz mniej tego wspólnego czasu mamy. Jest inny ten nasz wspólny czas. Doroślejszy. Inny. Wybity z rytmu ostatnio. Ale wiem, że jeszcze trochę i się unormuje. Nie mogę się doczekać.

Ale nie ma co marzyć i tęsknić. Jesteśmy tu i teraz. Jeszcze się moją ukochaną jesienią nacieszę…