holistyczne,  o życiu,  przepisy

Piątek, ósma rano a na dworze siąpi deszcz czyli jesienne wspomnienia z kasztanami w tle

 

Piątek. Ósma rano. Na dworze siąpi deszcz.

Pamietam to jakby wydarzyło się wczoraj.  Szaro buro i ponuro. Zimno. Z dołu dochodzi słodki ciepły zapach. Zapach, który przywołuje wspomnienia. Wspomnienia ciepła, przytulności, lekko przygaszonego światła, rodzinnej atmosfery. Sama przyjemność. Schodzimy na dół pewni, że pani Tereska piecze po prostu drożdżówkę na długa przerwę o jedenastej.

Takie właśnie mam wspomnienia z liceum. Szkoła była mała, rodzinna, specyficzna. W starym budynku klasztornym. Wyjątkowa.  W sercu szkoły była kuchnia i wielki piec. Piec, który służył nam wszystkim na lekcjach „szkoły dobrych żon i mężów”. Tak tak mieliśmy takie coś w liceum. I to było fajne. Bo nauczyliśmy się gotować, tańczyć, szyć. Nauczyliśmy się wielu fajnych i praktycznych rzeczy. Właśnie to gotowanie wspominam z łezką w oku… a niektóre potrawy do dziś od czasu do czasu gotuję. Tak jak dzisiaj…. upiekłam kasztany. Kasztany jadalne.  To ich zapach roznosił się w ten piątkowy poranek. A ksiądz, który hodował je w swoim ogrodzie, przywiózł je i upiekł nam abyśmy poznali nowy smak ( w tamtych czasach nie było ich w hipermarketach czy na ulicach dużych miast) i za mocno nie jęczeli na niezapowiedzianej klasówce chyba.

Zapachy i wspomnienia

I te wspomnienia przywołuję co roku jesienią. Kiedy tylko w sklepach pojawiają się kasztany obowiązkowo wrzucam je do naszego piekarnika i przypominają mi się moje licealne lata. I choć wiele wspomnień chciałabym pewnie wymazać z pamięci z tamtych czasów to wiele z nich wartych jest pielęgnowania. Do niektórych musiałam dorosnąć, zrozumieć zachowania koleżanek i kolegów, swoje czy rodziców. Tak jak te o lekcjach gotowania. Najprostszy makaron z tuńczykiem czy budyń z paczki, który jeden z kolegów ugotował bez użycia mleka ( do dziś czuję ten słodki zapach spalenizny, choć nie jedno w życiu przypaliłam ;-p).

Tym bardziej, że mój świat to zapachy. Pamietam zapach mojego dziecka zaraz po porodzie. Zapach domu zaraz po tym jak wróciliśmy ze szpitala. Ba zapach pierwszych dni w nowym mieszkaniu. Zapach mojego obecnego męża, gdy go poznałam. Zapachy uwodzą mnie, dają  poczucie bezpieczeństwa, zakotwiczają mnie w danym momencie, wspomnieniu. Otulam się nimi. Są dla mnie mega ważne. Są tłem tego wszystkiego co się wokół mnie dzieje.  Wiem jakich perfum używałam gdy zmieniałam prace, gdy szłam na ważne spotkanie choć być może nie pamiętam dokładnie jak nazywała się osoba z która rozmawiałam. Tak już mam. I lubię to w sobie. Doceniam. Choć bywa przekleństwem… oj uprzykrzył mi ten mój nos przykładowo ciąże.

Kasztany jadalne

A Ty też tak masz? Co przywołuje Twoje wspomnienia? Zapachy, kolory, muzyka, wydarzenia? Pielęgnujesz je? Te wspomnienia? Te chwile? Ja bardzo chcę w moim domu właśnie pielęgnować, tworzyć takie chwile, które będziemy wspominali. Chcę by ten zapach jesiennych, słodkich i  gorących kasztanów jadalnych kojarzył się nam z przytulną jesienią.

Może i ty spróbuj?

Kup wracając z pracy kasztany w jednym z hiper marketów (ten od Okrasy i Paskala na 99% ma, ja tam kupuję). Kiedy będziesz wybierać bierz tylko takie które są ciężkie, czyste, bez pleśni i pęknięć. W domu umyj je i ostrym nożykiem natnij od strony wypukłej na kształt krzyża. Następnie wrzuć do zimnej wody. Zagotuj. A potem piecz w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez  około 20 minut. Kiedy chwilę ostygną obieraj ze skórki i zajadaj się nimi. Możesz posolić jak lubisz słodko słone smaki. Włącz sobie ulubioną muzykę, zapal świece i  zaproś rodzinkę do stołu. Skubcie razem te słodkości. Bądźcie razem. Twórzcie wasze jesienne wspomnienia…