holistyczne,  przepisy,  Rok zupy,  zdrowie

Magiczna zupa która leczy.

Para bucha znad kociołka. W powietrzu unosi się intensywna woń ziół zmieszanych z kadzidłem, które wypełnia dom. Drobna kobietka co chwilę dorzuca coś do gara.

Warzy lek. Lek dla dziecka. Lek dla całej rodziny. Lek, który wzmacnia ich siłę. Podnosi odporność na choroby. Daje siłę by walczyć z jesiennym przesileniem i zimowym zmęczeniem.

Jednak najpierw musiała znaleźć wioskowego gospodarza z kurkami, które szczęśliwe brodziły w błocie. Zdobyć taką kurkę by na niej ten lek uwarzyć. By to kurze szczęście i siła zmieniła się w siłę jej rodziny. Do tego warzyw trochę. Takie zwykłe pospolite a jednak bardzo magiczne. Marchew, seler, por i pietruszka. Do tego wszystkiego tymianku ziele, kurkumy szczypta, ziele hyzopu i rozmarynu gałązka. Kminku ziaren kilka. Wrzątku litrów parę i czasu co nie miarę. Z 3 do 8 godzin warzyć trzeba. Pić sam wywar małymi łykami lub jako obiad z kluskami podany.

To nie magia. I nie wiedźma żadna. To ja po prostu gotuję zupę. Zupę mocy.

Zupa mocy czyli rosół z kurczaka wg pięciu przemian

Kiedy pierwszy raz przeczytałam przepis na ten rosół właśnie tak to sobie wyobraziłam. Czary i magia. Rosół z kury wg pięciu przemian. Zupa mocy. Ale halo o co chodzi? Energie, pożywienie o matko bosku. Trochę sceptycznie ale z ogromną ciekawością podeszłam do tego. I wsiąkłam. Od tej chwili medycyna chińska, gotowanie wg pięciu przemian jest pod naszym dachem. Jest w moim życiu.

Musicie mi uwierzyć, czy chcecie czy nie, lepszego rosołu nie jadłam w życiu. Czy leczy? Wierzę, że daje mi tę energię której potrzebuję zwłaszcza teraz. Zimą. To nie łatwe opisać to wszystko i nie zostać posądzoną o szaleństwo w jednym krótkim tekście. To wymaga wielu słów, wielu tekstów, czasem i wielu lat by to wszystko przekazać. Wszak to wiedza stara bardzo. Od wieków rozwijana i praktykowana.

I nie jest to też tak, że leczę wszystkich tylko zupa mocy i ziółkami. Środek. Złoty środek. Holizm. No co powtarzać się będę. A w to wierzę całą sobą.

Ale wracając do zupy. Nawet nie wierząc w te wszystkie energie zaufajcie naturze, smakom dzieciństwa, doświadczeniu babć. Mieszkamy w takiej a nie innej strefie klimatycznej. Sezonowość to coś ważnego dla nas. Naszych organizmów. I pewnie jeżeli śledzisz mnie na instagramie czy facebooku to wiesz, że płaczę nad losem wszystkich tych, którzy właśnie zaczęli swoje ponoworoczne detoksy. Wrzucają w siebie zielone surowe koktajle, sałaty, plastikowe pomidory. Wierzę w sezonowość. Odkąd nie walczę z tym czuję się lepiej. Bo nie rzucę kamieniem. Sama parę lat temu tak się katowałam… teraz muszę to prostować. Leczyć. Ale czuję się o niebo lepiej.

Rosół mocy wzmacniający nerki i wątrobę.

Uwielbiam zimą wypić taki ciepły rosół – zupę mocy zwłaszcza jak wrócę ze spaceru albo ze stajni czy lodowiska. Ma w sobie jakąś magię. Rozgrzewa o niebo lepiej niż ciepłe kakałko czy herbata. Jadamy go też z lanymi kluskami albo domowym jajecznym makaronem ( kluski są fajniejsze ;-p szybciej się je robi). Rosół mocy może również stanowić podstawę innych zup. Taki wywar. Bo najważniejsze (teraz zero – wastowcy nie czytać!) – z tej zupy pijemy/jemy tylko wywar. Warzywa i mięso po tak długim gotowaniu już raczej do niczego się nie nadają…

Chętnie będę i o tym pisać. Jeżeli masz pytania, albo chcesz dowiedzieć się czegoś więcej pisz. Bardzo chciałabym poznać swoich czytelników. Ja bardzo lubię pisać. Rozmawiać. Poznawać świat. Tyle jeszcze przede mną. Sprawia mi to ogromną przyjemność. Niesamowicie się ucieszę, jeżeli zechcesz dopisać się do mojej wyjątkowej skrzynki z internetowymi gołębiami pocztowymi. Albo napiszesz do mnie na facebooku czy instagramie.

Do nóżki mojego internetowego gołębia pocztowego dopisać możesz się tutaj