dom,  o życiu

Stół. Cztery nogi i blat, który cementuje rodzinę.

Odliczam, kalkuluję, czekam

Siedzę z kawą przy stole. Od rana wydzwaniam a to za koparką, a to za styropianem a to za kranem. Szukam, porównuję, kupuję. Kupuję niezbędne do życia rzeczy. Odhaczam listę tego co jeszcze koniecznie muszę a czego nie muszę. Odliczam dni i czekam za dniem kiedy zasnę pierwszy raz w swoim nowym domu. Ha… padnę nie zasnę… bo chociaż staram się z głową do tego wszystkiego podchodzić to połączenie dnia mojego codziennego z budowaniem domu nie jest najprostszą rzeczą. A im bliżej końca tym chyba trudniej. Bo już wszyscy jesteśmy zmęczeni, bo poziom stresu relatywnie rośnie do topniejących środków finansowych.

I tak siedzę i myślę i szukam i tu obetnę a tam dodam i naglę mnie oświeci… a stół. Zupełnie nie skalkulowałam tego wydatku. A w sumie on jest jednym z tych najważniejszych. I choć dom to nie meble, dom to nie sprzęty a ludzie którzy go tworzą to są rzeczy bez których ciężko się obyć.

Stół. Ludzie. Emocje.

Stół to chyba najważniejsze miejsce w naszym domu.

Taki stół to nie tylko cztery nogi i blat. Taki stół to najważniejsze miejsce w naszym domu. To miejsce gdzie rysujemy, marzymy, czytamy, oglądamy. Gdzie gotujemy, pieczemy, wycinamy ciastka. To miejsce gdzie tworzymy, obmyślamy i planujemy. To miejsce z którego do Was piszę a córka obok bawi się po swojemu. Kot wyleguje się pod nim chowając się przed psem. To miejsce przy którym mój mąż rozkłada na części kolejne komputery a ja maluję paznokcie. I choć ten przy którym siedzimy ni jak nie nadaje się do pięknych wymodelowanych przestrzeni internetu to mebel, który łączy rodzinę jak żaden inny. To miejsce gdzie nie tylko jadamy ale gdzie jesteśmy razem. Razem rozmawiamy, kłócimy się, podejmujemy ważne decyzje, śmiejemy się i płaczemy. Szukamy bliskości. Tworzymy więzi. Rodzinę.

A rodzina to siła. Rodzina to moja twierdza. Tak naprawdę nie ważne gdzie, jak ale z kim. I choćby wiało, waliło i paliło gdy mam blisko tych mi najbliższych jestem wstanie wszystko.  I choć myśląc o domu myślę o konkretny budynku i punkcie na mapie to tak naprawdę to o tych ludzi chodzi. O tych dzięki którym łapie pion. Ludzie którzy ładują moje akumulatory. Ludzie, których muszę mieć blisko by móc oddychać. By mieć siłę.

A stół to naprawdę idealne miejsce dla nas by tę więź budować i wzmacniać. Na pewnie o wiele łatwiej z nim niż bez niego. Zwłaszcza, że żyjemy w takich a nie innych czasach. Nie łatwych. Pędzimy. Nie mamy często czasu na biesiadowanie godzinami przy stole ba w wielu rodzinach nie ma czasu na wspólne posiłki. W wielu rodzinach nie ma nawet gdzie tego posiłku wspólnego spożyć.  Bo zjadanie w pośpiechu obiadokolacji przed telewizorem nie potrafię nazwać rodzinnym posiłkiem.

Wspomnienia, zwyczaje i rytuały

Jako młoda mężatka, a nawet dużo wcześniej, jeszcze w domu rodzinnym zawsze dużą wagę przywiązywałam do wspólnych posiłków. Pamiętam jak z bratem, jako dzieci lubiliśmy wstawać przed rodzicami i szykowaliśmy wspólne śniadania. Parzyliśmy kawę w dzbanku. I herbatę obok.  Lubiliśmy wyciągać najlepszą maminą zastawę. I choć kręciła nosem wtedy bojąc się zapewne, że zniszczymy to teraz wspomina ze łzą w oku te chwile. Przez wiele lat i ja praktykowałam w moim własnym domu ten zwyczaj. Wspólne posiłki były święte. Śniadania w weekendy zawsze celebrowaliśmy. Podobnie jak kolacje. Zwracaliśmy uwagę co jemy, jak jemy. Nawet najzwyklejsze naleśniki nabierały wtedy wyjątkowego smaku. Aż do pewnego czasu, kiedy świat wywrócił nam się do góry nogami i nie było na to czasu, sił i w sumie sposobności. I to był ogromny błąd. Bo to były nasze chwile. Właśnie wtedy przekonaliśmy się, że takie zwykłe niewinne zwyczaje i rytuały dają nam siłę.

Jakość.

I choć to nie rzeczy są priorytetem bo są tylko tłem to i to tło jest ważne. Jego jakość. Bo właśnie dlatego, że dbam o jakość naszych wspólnych chwil tak ważne jest by rzeczy którymi się otaczamy było wyjątkowe. Bo zasługujemy na wszytko to co najlepsze. I dlatego pewnie w naszym domu nie będzie przez jakiś czas drzwi w niektórych pomieszczeniach ale będzie długi rozkładany stół przy którym będzie się nasze rodzinne, życie toczyć. Wstępnie już go nawet wybrałam.

I już nie mogę się doczekać jeszcze bardziej tych listopadowych, grudniowych (i tak dalej) dni, kiedy będę mogła Wam pokazać jak to nasze wspólne nowe, życie się toczy.