o życiu

Święto 12 maja

W głowie mam milion myśli na sekundę. Każda osoba, z którą rozmawiam, mnoży ilość tych myśl razy swoje słowa. Jest ich coraz więcej. O hemoroidach, o trudnych relacjach, o życiowych decyzjach czy braku porządku w sypialni. Myśli o moich bolączkach i problemach osób, które stają na mojej drodze. I każda z nich chciałaby być ważna, najważniejsza. Każda chciałaby, by się nią zaopiekować, załatwić, zająć.

Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby…

Z natury jestem elastycznym wizjonerem i strategiem, dla którego bliskość i empatia to to, co daje siłę, by iść. Jestem tym typem człowieka, który lubi patrzeć poza horyzont. Fascynuje mnie przyszłość. Niczym na filmie, widzę w detalach wszystko to, co może przynieść jutro. Ten pełen szczegółów obraz każe mi iść naprzód, ku przyszłości. Jestem marzycielem, który ma wizje przyszłych wydarzeń. Pielęgnuje je. Jeśli teraźniejszość okazuje się zbyt frustrująca, a ludzie wokół zbyt pragmatyczni, niczym czarownica wywołuje swoje wizje przyszłości. Napełniają mnie energią. Ale i uwielbiam też tą energią napełniać innych.

Jednak żyje chwilą. Nie postrzegam przyszłości jako ustalonego z góry przeznaczenia. Zamiast tego często widzę ją jako przestrzeń, którą sama mogę tworzyć dzięki wyborom dokonywanym w danym momencie. Przyszłość objawia mi się przy każdorazowym wyborze. Nie znaczy to, że nie mam planów. Każdy je ma. Ale chętnie reaguje na potrzeby danej chwili, nawet jeśli spychają mnie w niezaplanowanym kierunku. Nagłe żądanie czy też nieprzewidziane trudności nie denerwują mnie. Jestem często na nie przygotowana. Są one nieuniknione. Co więcej, w pewnym sensie ich oczekuje.

I tak już mam, że pośród bezładu łatwo odnajduję właściwą drogę. Moja teściowa raz tylko, głośno, przy mnie, powiedziała, że ja to zawsze sobie poradzę. Przyjęłam to jako najwspanialszy komplement. Podobno tego nie można się nauczyć. Jest to specyficzny sposób myślenia, charakterystyczne podejście do świata jako całości, perspektywa, która pozwala ci dostrzec schemat tam, gdzie inni widzą tylko gmatwaninę.

Bo podobno całkiem nieźle potrafię wyczuwać emocje otaczających mnie ludzi. Potrafię odczuć to, co czują inni, jak gdyby ich emocje były moimi. Słyszę czasem niewypowiedziane jeszcze pytania. Przewiduje czyjeś potrzeby. Podczas gdy ludzie stawiani na mojej drodze mają trudności ze sprecyzowaniem swoich myśli, mi często zdaje się wiedzieć, jakich słów użyć i jaki ton im nadać. Podsuwam ludziom odpowiednie określenia, które pomogą im wyrazić – przed sobą i innymi – to, co czują. Pomagam im.

Urodzona ze strzykawką w ręku

I kiedy po latach od wyboru kierunku studiów, po latach pracy, jak to się pięknie mówi, przy łóżku pacjenta i w końcu po latach, kiedy stricte przy tym pacjencie i jego łóżku nie pracuję, przychodzi taki dzień, kiedy po raz kolejny sobie uświadamiam, że pielęgniarką się jest bez względu na to, jak się ten zawód wykonuje. Ba pielęgniarką się jest albo po prostu pracuje się w tym zawodzie.

Wśród moich koleżanek po fachu spotkałam wiele osób z przypadku, najczęściej albo nie skończyły studiów (i to nie tylko ze względu na egzaminy z anatomii czy chirurgii) albo jak nawet to w zawodzie i tak nie pracują. Wiele było dziewczyn, które naprawdę zapowiadały się na świetne specjalistki (jakoś nie miałam szczęścia do panów więc stad ta iście feministyczna końcówka). Były manualnie fantastyczne. Wkuwały się w żyły, których nikt nie wdział. I jeszcze potrafiły z pacjentem rozmawiać a przede wszystkim go słuchać. Poszły na oddział i tak tam zostały. Przez ponad 15 lat w tym samym miejscu… a tyle chciały osiągnąć. Siedzą, robią swoje i często mają już zwyczajnie tego dość. Dość ludzi i pracy z nimi. Czasem i dość siebie, zwłaszcza gdy spojrzą na swoją pensję i życie… I tak tkwią w tym marazmie. I wmawiają sobie, że im dobrze. Aż, nie wydarzy się coś, na co wpływu już nie ma nikt. Zawał w wieku 40 lat. Rak. Samobójstwo.

Zajdź swoją drogę

I wtedy zmienia się całe życie. Jej lub jej rodziny. I całe szczęście. Tylko czy to nie już za późno??

Bo żyć to trzeba tu i teraz, czasem nawet natychmiast. Ale i w równowadze z tym wszystkim, co nas otacza i jest w nas. I tak bardzo bardzo ubolewam nad tym, że nikt nas tego nie uczy już w szkole podstawowej. Nie pomaga nam w wyborach w szkole średniej. Nie pokazuje życia od strony praktycznej na studiach. No prawie nikt. Bo w sumie jak spojrzę, to teraz jest o niebo lepiej niż te 30 lat temu, gdy ja musiałam wybierać. Gdy wybierano trochę za mnie. Ale cieszę się, że te moje cechy, o których pisałam wcześniej, są na tyle mocne, że wbrew wszystkim (bo tak trochę wbrew nauczycielom, rodzinie) wybrałam tak, a nie inaczej. I choć, nie pracuję przy tym łóżku, to pracuję każdego dnia. Bo mój zawód to cała ja. A moim marzeniem jest spokój. I nie tylko mój. Ale każdego z nas. By każdy z nas szedł tą swoją drogą. Nawet tą, na którą przyjdzie mu wrócić po latach lub nawet odkryć na nowo. I to nawet nie tylko zawodowo, ale i zdrowotnie, rodzinnie, holistycznie z pełnym rozmachem…bo to jedno z zadań pielęgniarki. A nie tylko robić zastrzyki i podawać kaczki….

Pięknego dnia!
Dbajcie o siebie!

A 12 maja to Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *