*,  holistyczne,  o życiu,  pielęgniarstwo holistyczne,  sen

Będę spała dziś wieczorem?

Kładziesz się do łóżka i się zaczyna.
Będę spała dziś wieczorem? Jestem zmęczona? Dlaczego nie jestem zmęczona? Byłam zmęczona cały dzień. A co jeśli nie będę spała? Jak sobie poradzę jutro? Muszę skończyć ten raport. Ciekawe, jak mama sobie radzi. Muszę do niej zadzwonić. Mam nadzieję, że czuje się lepiej.

A potem, bulgoczące wspomnienia.

Pamiętasz Anię z siódmej klasy? Tamtego dnia nosiłaś czerwoną spódnicę i powiedziała ci, że wyglądasz jak dziwka? A potem w domu, potem rzuciłaś się na mamę, bo to ona kupiła tę kieckę? Kur**, przepraszam mamo. Co za okropny dzień. Mam nadzieję, że coś złego stało się z Anią. Nieźle, po prostu, wiesz, karma. Czekaj, czy życzenie jej krzywdy czyni ze mnie złą osobę?

W takim razie, wracając do zmartwień.

Kiedy w końcu odkryjesz optymalną konfigurację i znajdujesz uczucie komfortu, zdajesz sobie sprawę, że musisz się wysikać.

Kur**, dlaczego jeszcze nie śpię?


To nie są tylko myśli i zmartwienia. Pokrętełko dla każdego z twoich zmysłów jest przekręcone aż do samego oporu. Zauważasz każdy hałas w swoim domu. Włącza się i wyłącza piec. Wir wentylatora sufitowego. Rzucanie i przesuwanie się współmałżonka pod pościelą. Szmer, który przekonuje cię, że na zewnątrz jest obcy statek kosmiczny, przygotowujący się do porwania cię. Samochody kręcące kołami w deszczową noc. Przysięgasz, że słyszysz każdą kroplę wody, jak pluje z tyłu każdej opony, przejeżdżającego auta. Skąd tyle tych aut na tym końcu świata. Co Ci sąsiedzi robią tak po nocy.

Potem pojawia się obraz. Jesteś kotem w nocy. Nawet przy wyłączonych światłach i roletach na wszystkich oknach, jakoś wszystko widzisz. I niech Bóg broni, że jest pełnia księżyca (lub, co gorsza, superksiężyc) – łapiesz każdy skrawek światła, który przecieka przez każde odkryte miejsce w twoim domu.

Leżysz na brzuchu, ale nigdy nie wiesz, co zrobić z rękami. Wkładasz je pod siebie, czy kładziesz je nad głową? Może jedną tak a druga inaczej?
optymalizacja


A potem, fizyczny dyskomfort. Nigdy nie można znaleźć odpowiedniej temperatury. Ustawiasz termostat na 21 stopni. Po kilku minutach jest za gorąco, więc obniżasz temperaturę do 20 stopni. Ale potem czujesz zimno. Ale nie można nastawić termostatu na 20,5 stopnia. Więc latasz grając na tym fortepianie z guziczków na ścianie jak szalony człowiek. A najgorsze jest to, że za każdym razem, gdy nastawiasz termostat, musisz wrócić do łóżka i znaleźć satysfakcjonującą pozycję – ale nie możesz. Próbujesz ustawić się w pozycji płodowej, ale to nie działa. Leżysz na brzuchu, ale nigdy nie wiesz, co zrobić z rękami. Wkładasz je pod siebie, czy kładziesz je nad głową? Może jedną tak a druga inaczej?
Wiesz, że nie możesz spać na plecach, więc nawet tego nie próbuj. Poza tym, nie czujesz się dobrze, dopóki jedna z twoich stóp nie wyjdzie spod kołdry. Ale wystawienie stopy sprawia, że czujesz się bezbronny – bo ci obcy, o których wcześniej myślałaś, będą mogli cię łatwiej złapać. Zdajesz sobie sprawę, jakie to głupie, ale nie sprawia, że czujesz się mniej przestraszona.

…wystawienie stopy sprawia, że czujesz się bezbronny – bo ci obcy, o których wcześniej myślałaś, będą mogli cię łatwiej złapać…

Kiedy w końcu odkryjesz optymalną konfigurację i znajdujesz uczucie komfortu, zdajesz sobie sprawę, że musisz się wysikać. Wcale tego nie rozumiesz. W ciągu dnia, jesteś wielbłądem. Trzymasz mocz godzinami. Ale w nocy? Stajesz się 5-tygodniowym szczeniakiem. Najmniejsze mrowienie wysyła cię do łazienki. Nie możesz mieć nic w pęcherzu. Musi być w 100% pusty przez cały czas. Co do kur**.


Więc co 10-20 minut wychodzisz z łóżka, regulujesz temperaturę lub idziesz do łazienki, a potem za każdym razem, gdy wracasz, musisz naprawić układ kołdry i wracasz do punktu wyjścia, próbując ponownie poczuć się komfortowo. Po kilkukrotnym wykonaniu tego rytuału, frustrujesz się na tyle, że olewasz łóżko. Próbujesz ćwiczyć oddychanie na kanapie, ale nie odpręża cię to – to tylko przypomina ci, dlaczego w pierwszej kolejności wykonujesz ćwiczenia oddechowe – bo nie możesz spać.

Zastanawiasz się nad wzięciem tabletki nasennej, ale w tym momencie jest już za późno i prawdopodobnie będziesz się szamotała rano. Poza tym, wzięłaś jedną poprzedniej nocy, i poprzedniej, i doskonale wiesz o uzależnieniu, które te tabletki lubią wywoływać, więc uważasz, że to zły pomysł.

Zastanawiasz się nad wzięciem tabletki nasennej, ale w tym momencie jest już za późno i prawdopodobnie będziesz się szamotała rano.


Włączasz relaksująca muzykę i zamykasz oczy. Masz nadzieję, że to cię uśpi, ale tak nie jest. Wręcz odwrotnie. Pianie pani powtarzającej mantry doprowadza Cię do szału, a te ptaszki? O wodospadzie nie wspominając. Przecież 10 min temu byłaś i znów musisz iść? Nie rozumiesz, dlaczego to jest takie trudne. Jeżeli sen jest nam potrzebny, to dlaczego twoje ciało tego nie zrobi? Dlaczego to nie może być coś, co dzieje się automatycznie, jak trawienie, krążenie czy oddychanie? Nie musisz mówić swojemu sercu, żeby biło, po prostu to robi. Dlaczego nie może tak być ze snem?

samotność


Jest 2:03 rano i zaczyna się samotność. Najprawdziwsza, najgłębsza samotność, jaką kiedykolwiek znałaś. Wszyscy na świecie śpią solidnie, oprócz ciebie. To właśnie w tych chwilach, kiedy rozumiesz, dlaczego bezsenność wiąże się ze zwiększonym ryzykiem samobójstwa.
Nie ma nikogo, z kim można by porozmawiać. Twój współmałżonek śpi. Koty śpią. Wszyscy odpoczywają, ale ty jesteś sama ze świadomością, że jutro – kolejnego dnia – musisz stawić czoła bezsenności. I choć teraz samotność jest okropna, to nic w porównaniu z męczarnią, która czeka cię w ciągu dnia. Kiedy masz bezsenność, nie ma żadnej ulgi. Jeden dzień wydaje się trwać 48 godzin, bo dla ciebie często tak jest.
Wracasz do łóżka, modlisz się, żebyś odpłynęła. Kiedy to się nie dzieje, oddychasz w ciemności, obserwując jak twój mózg rozpala więcej myśli, zmartwień i wspomnień. Jesteś zmęczona, ale z jakiegoś powodu nie możesz przejść przez most od snu do snu.

Wracasz do łóżka, modlisz się, żebyś odpłynęła. Kiedy to się nie dzieje, oddychasz w ciemności, obserwując jak twój mózg rozpala więcej myśli, zmartwień i wspomnień.
jutro


Jutro przychodzi, a ty biegasz na adrenalinie w pracy. Zastanawiasz się, czy twoi współpracownicy widzą zmęczenie na twojej twarzy. Zastanawiasz się, czy to właśnie brak snu jest przyczyną nowych linii między brwiami i na czole. Zazdrościsz swoim współpracownikom, którzy, jak przypuszczasz, wszyscy spali przez pełne 8 godzin. Zastanawiasz się, jak bardzo twój brak snu wpłynął na twoją wydajność pracy. Widziałeś milion artykułów o tym, jak ludzie popełniają więcej błędów w pracy, kiedy śpią mniej. Starasz się nie myśleć o tym, ile błędów prawdopodobnie popełniłaś. I o tym, o ile lepiej byłoby, gdybyś mogła tylko spać. Są też artykuły o tym, jak brak snu wiąże się z większą śmiertelnością w młodym wieku. Artykuły te mają niemal napominający ton – mówiący o tym, żebyś pamiętał o 8 godzinach. Cholera jasna, co jeśli próbujesz, ale nie możesz?
Podczas przerwy na drugie śniadanie, uciekasz do samochodu, żeby się zdrzemnąć. Tylko, że jesteś zbyt samoświadoma, by zasnąć – boisz się, że jeśli to zrobisz, nigdy nie obudzisz się na czas, by wrócić do pracy. Zamiast spać, zamykasz oczy, odchylasz siedzenie i medytujesz przez pół godziny.
Wracając do pracy, czujesz mdłości, ale przepychasz się, wykonując gołe minimum. Minuty przy twoim biurku to tortury. Okresowo zamykasz oczy i bierzesz głębokie oddechy, wyobrażając sobie, jakie to uczucie spać. Masz nadzieję, że nikt nie zobaczy, jak to robisz.
W drodze do domu, myślisz o wszystkich artykułach, które widziałeś, informujących cię, że jazda, gdy jesteś na maksa zmęczona, jest tak samo zła jak jazda po pijaku.

Podczas przerwy na drugie śniadanie, uciekasz do samochodu, żeby się zdrzemnąć…

W domu, po 9 godzinach pracy i 2 godzinach dojazdu do pracy, nie masz energii na to, co powinieneś robić – nie masz energii na robienie obiadu, nie masz energii na ćwiczenia, nie masz energii na obowiązki. Dzięki Bogu, że nie masz dzieci. Wrzucasz coś do piekarnika. Przebijasz się przez lekkie ćwiczenia – kilka przysiadów, kilka siadów tu i tam – ale wszystko, co chcesz zrobić, to położyć się. Robisz coś bezmyślnego do czasu, kiedy juz wypada iść spać- czytasz, przewijasz media społecznościowe, oglądasz telewizję. Masz nadzieję, że będziesz spała później, ale troski już się zaczynają.
Myślisz o wcześniejszym pójściu do łóżka, ale to nie wchodzi w grę. Zawsze jesteś trochę zbyt zmęczona, żeby robić cokolwiek produktywnego, ale za bardzo się budzisz, żeby zasnąć. Zawsze jesteś zombie.


Twój współmałżonek martwi się o ciebie, a teraz ty martwisz się, że twój współmałżonek się martwi. Ty martwisz się o to, że jesteś przyczyną zmartwień. Więc nie narzekasz. Jeśli twój współmałżonek pyta, mówisz, że czujesz się dobrze – i tak jesteś przyzwyczajona do przetrwania z małą ilością snu.

Śnisz, że zostaniesz zaproszona na przyjęcie świąteczne do hotelu Jokera. Z jakiegoś powodu pojawiasz się w kresowym dresie i welurowej szacie. Sam on błyszczy i …
przyjęcie świąteczne w hotelu u Jokera


Kiedy nadchodzi rozsądna godzina na pójście spać, sen nie przychodzi. To staje się samospełniającą się przepowiednią. Samo łóżko jest źródłem strachu. Twoje nerwy szaleją, serce bije. To jest głupie, jak o tym myślisz. Dlaczego boję się iść do łóżka?


Jeśli masz szczęście, będziesz spała 2 lub 3 godziny. To niewiele, ale przez wiele dni udaje ci się przynajmniej to. Na szczęście te 2 godziny często zapewniają najgłębszy sen i najbardziej wymyślne sny.


Do 3 nad ranem, wszechświat daje słodki sen. Jesteś tak zdrenowana, że niemal natychmiast dryfujesz do krainy snów. Śnisz, że zostaniesz zaproszona na przyjęcie świąteczne do hotelu Jokera. Z jakiegoś powodu pojawiasz się w kresowym dresie i welurowej szacie. Sam on błyszczy i wskazuje na ciebie. Zastanawiasz się, czy Cię zaatakuje czy wezwie ochronę. Wstydzisz się i martwisz, więc wymykasz się tylnymi drzwiami. Sam hotel był zrujnowany, a ty stoisz na najpiękniejszym podwórku. Drzewa wiśni są w pełnym rozkwicie, mimo że jest zima. Płatki opadają z drzew jak różowy śnieg na trawę i cement. Tuż przed tobą stoi fontanna w kształcie ryby. Chcesz być wiecznie w tym dziwacznym wszechświecie, wolna od zmęczenia, wolna od obaw o sen.
I nagle włącza się głośny alarm. Jest 6 rano i musisz wstać. To nie wystarczyło. To nigdy nie wystarczy.

Może dziś wieczorem będzie lepiej. Może w końcu to zrozumiesz.


Znowu zaczynasz cykl. Wychodzisz z łóżka i idziesz do łazienki. Prysznic. To jest najlepsze, co będziesz czuła przez cały dzień. Chwilowy ciepły zakątek z dala od wymagań świata. Cieszysz się, że chociaż trochę spałaś. Może dziś wieczorem będzie lepiej. Może w końcu to zrozumiesz.
Przynajmniej masz nadzieję.
Zawsze jest nadzieja.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *