o życiu

Kochajcie się.

Sopot. Plaża pełna ludzi. Pod stopami gorący piasek a w powietrzu zapach morza zmieszany z zapachem mięty i whisky. Hamaki, leżaki, szum fal.
Po prawej para. On mieszka na siłowni. Ona w solarium no dobra na tej plaży. W skąpych strojach kąpielowych prężą swoje wyrzeźbione ciała.

Na wielkim wiszącym łożu ja. Ubrałam najlepszy jednoczęściowy strój kąpielowy. Dumna, że od tylu lat się niezmiennie w niego mieszczę kładę się obok córki.

A po lewej. Smukła gazela mknie po piasku za małym tuptusiem uciekającym do morza. Wygląda jak z obrazka. Wszystko idealne.

I choć wcześniej przez wiele lat dużo pracowałam i nad tą moją świątynią, i nad tym moim postrzeganiem jej, i w sumie nie miałam problemu z tym jak wyglądam to w mojej głowie zaczęły pojawiać się wredne myśli. A to o tej oponce na przodzie. O tych próbujących nie przegrać z grawitacją piersiach. O tych mamach w bikini z kaloryferkam na brzuchu, które sypią się piaskiem z dziećmi. O tym jak one pewnie więcej ćwiczą, dbają o siebie, lepiej jedzą. A kiedy usiadłam i wlał mi się brzuch byłam pewna, że wszyscy to widzą i oceniają… źle oceniają oczywiście.

Ale w sumie jak już usiadłam i rozejrzałam się po tej plaży i zaczęłam przyglądać się tym moim myślom stwierdziłam po pierwsze, że najczęściej to te wredne i nieprawdziwe myśli są. Po drugie to tylko myśli. Kto powiedział, że to prawda? No są. I co niech idą w siną dal. Mi ich nie trzeba. Potem rozejrzałam się na około i zauważyłam, że nikogo nie interesuje czy mi brzuch zrolował się w górę czy dół. Te rodziny, te mamy w bikini, one przyszły tu ze swoimi dziećmi pokulać się w piasku, popływać, opalić się i odpocząć. Pobyć ze swoimi dziećmi. Spędzić czas na plaży.

I ja zrobiłam tak samo. Ten piękny słoneczny dzień był jednym z tych dni kiedy pokazałam mojej córce jak mokra jest woda w morzu. Jak przypływają i odpływają fale. Pamiętam jej dygot w moich ramionach gdy powoli zanurzałyśmy się w wyjątkowo ciepłe tego roku morze. I wzrok męża gdy wracałyśmy z wody. To takie spojrzenie jak to przed laty gdy widywaliśmy się co parę dni. To spojrzenie pełne zachwytu, pożądania i podziwu. Pełne radości. Z tym ogniem….

Lata płyną. Ciało już nie to. Tu zmarszczka tam kluska a ja stojąc przed lustrem widzę siebie. Piękna dojrzałą kobietę, której ciało kocham chyba nawet bardziej teraz niż wtedy. I ten mąż, który od prawie dwudziestu lat nad ranem głaszcze twoje ciało i przyprawia o dreszcze. Też je kocha.

Z biologią nie wygrasz ale z myślami zawsze możesz.

Dziś sobota. Ja od rana stawiam na domowe spa. Kto bywa u mnie na instagramie już wie, że soboty rano są moje. Szczotkuję na sucho całe ciało, dokładne z namaszczeniem. W tle gra moja ulubiona muzyka, pachnie kawa i olejek różany. Moja skóra odpoczywa po całym tygodniu. Otulamy się zapachem i dobrym dotykiem, olejami, maseczkami… tym czego mi trzeba. Uwielbiam te chwile….

Dziś sobota. Ja od rana stawiam na domowe spa…

Dbajcie o siebie byście czuli się w swoim ciele dobrze. Dbajcie o swoje ciała ale i myśli. Jedno bez drugiego nie będzie działało.

I kochajcie się. Się i się. I nie tylko w walentynki.

9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *