Boże Narodzenie,  dom,  o życiu,  smakuję

Łucja.

Rano ciemno. W dzień ciemno. Noc nadchodzi wyjątkowo szybko. Nie da się ukryć zima. I choć kocham Skandynawie to zupełnie nie nadawałabym się raczej do tej ich permanentnej ciemnicy. Uwielbiam światło. Bez światła zamieram. To latem odżywam. To razem ze słońcem żyje. To dzięki niemu żyję. Ale jest jeden dzień w tym całym ciemnym grudniowym miesiącu, który wyjątkowo jasny jest w naszym domu. I choć trudny, bo to też dzień imienin maleńkiej Łucji, to dzień uroczysty. A może właśnie dlatego. To taki jedyny dzień w roku, kiedy naprawdę możemy, mogę, chcę myśleć o tym wszystkim co już było i nie wróci. Ale nie o tym chciałam…

Chciałam by było wesoło i uroczyście. I tak bywa. I tak było i dziś. Wstaliśmy wyjątkowo późno. Dobrze nam się spało. Na dzień dobry zabrzmiała jak co roku Sankta Lucia w wykonaniu chórów z Goteborga.  Uwielbiam co roku oglądać ten koncert. Przyznam się szczerze, że lubię go słuchać przez cały rok. Tak wiem jestem dziwna. No lubię. Lubię muzykę chóralną a ta adwentowa luciowa jest wyjątkowo mi bliska. 

Święta i Wiedźmy?

Dzień Świętej Łucji w Szwecji związany jest z postacią Łucji dziewicy i męczennicy z IV wieku  i w sumie mogłabym pisać o tej historii ale o tym możesz sobie poczytać w internecie chociażby tutaj w Wikipedii.  

Z ciekawostek warto jednak wspomnieć o starych, ludowych wierzeniach związanych z tym dniem. Jak pisze Wiedźmia Kuchnia był to okres szczególny. Uważano, że Łucja ma siłę i moc jak żadna inna święta. W tradycyjnej kulturze uroczystość św. Łucji nie bez powodu była datą szczególną. Była to pora umierania słońca. Święta Łucja była czczona, jako święta niosąca światło wiary i rozpraszająca mroki pogaństwa. Samo jej imię Łucja wywodzi się z łacińskiego słowa „lux”, czyli światło.

W tradycyjnej kulturze całej Europy dzień 13 grudnia jest wyjątkowo groźną i magiczną porą. Zaczyna się w wigilię św. Łucji i trwa do północy dnia następnego. Jest czasem wzmożonej aktywności czarownic i działania złych mocy. Proszono w tym czasie św. Łucję o pomoc. Starano się obronić przed złymi czarami rozkładając na progach domostw i przed oborami odpowiednie zioła, by złe moce nie miały wpływu na przychówek. Tego też dnia dzieci nie wychodziły z domów, by nie zostały porwane przez czarownice. Po zmroku kobiety również nie wychodziły z chałup i pilnowały małych dzieci w kołyskach. Musiały uważać, aby czarownice nie porwały ich dziecka i nie podrzuciły na jego miejsce swojego krzyczącego, brzydkiego i złośliwego „odmieńca”. Gospodarze pilnowali zagród przed wizytą wiedźmy i „podrzuceniem” czarów, modląc się do św. Łucji, by „niebieską jasnością” odpędziła siły ciemności od ludzkich siedlisk. Na Podtatrzu, gdzie podstawą bytu była hodowla, za szczególnie groźne uważano czarownice, które szkodziły żywemu inwentarzowi. Przed wizytą czarownic zabezpieczano zagrodę różnymi sposobami. Przy drzwiach i oknach umieszczano rośliny, które ze względu na swoje magiczne oraz parzące i kłujące właściwości stanowiły skuteczną zaporę dla wszelkiego zła. Na drzwiach stajni kreślono też krzyż święcona kredą. W dniu św. Łucji należało też poświęcić ukradkiem na porannej mszy czosnek i posmarować nim drzwi stajni, by do wnętrza nie weszła czarownica. Wierzono, że parające się czarami niewiasty przynajmniej raz w roku spotykają się wspólnie z diabłem. Wierzono, iż czarownice spółkowały z diabłem, harcowały na miotłach, brały udział w orgiach i bluźnierczych rytuałach, połączonych z bezczeszczeniem skradzionej w kościele hostii. W zamian za to diabeł udzielał im swojej mocy, odkrywał wiedzę tajemną, dawał umiejętność wykonywania czarów.

Ja tam nie wiem ale 13 grudnia wieszam na drzwiach wianek świąteczny. A czosnek zawsze stoi na parapecie. Strzeżonego…  

Lussebullar

I tak tego 13 w sumie przyspieszam z przygotowaniami świątecznymi. No i piekę najcześciej pierwszy raz w roku szafranowe bułeczki. Z nimi najbardziej kojarzy się ten dzień. Piekę je do świąt, jak tylko mamy na nie ochotę. W tym roku są trochę oszukane, bo nie są szafranowe a waniliowe. Nie było szans na szafran na moim końcu świata a internety jakoś z wczoraj na dzisiaj nie chciały nic przysłać. Cóż, trzeba było postawić na kreatywność.  Z pomocą przyszła żółciutka kurkuma. Wyszły wspaniałe. Spróbujcie! Idealne na późne leniwe drugie śniadanie. Nie koniecznie 13 grudnia. Może w niedziele??

  Szafran dla koloru można zamienić szczyptą kurkumy, byle nie za dużo bo zmieni smak. A smak można podbić dodając wanilię.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *