holistyczne,  o życiu

Przyjaciel.

Miałam może 16 albo 17 lat. No może niecałe 18. Opowiadałam mu o rodzinie, gromadce dzieci, szczęśliwym domu. Nie, nie z nim chciałam go mieć. On był po prostu przyjacielem. Słuchał mnie. Znał marzenia. Pamiętam jak mówił. “Aga to za wcześnie na dzieci i pachnący chlebem dom. Jeszcze mamy czas. Jesteśmy młodzi.” 

Nie widzieliśmy się nigdy na żywo. Poznał nas kolega. A Kolegę widziałam jeden raz. Na Olimpiadzie. Słuchaliśmy redhotów i o ekologii po angielsku pisaliśmy. I on opowiedział nam o sobie. A on – przyjaciel czytał, słuchał i był oparciem. 

 W moim życiu są osoby, które odegrały w nim dużą rolę. Niestety niektóre zeszły już ze sceny. Czasem było to tak zupełnie naturalnie. Czasem zostały brutalnie zepchnięte czasem same z niej zeskoczyły albo sceny nam się rozjechały. Jednak pamiętam o nich cały czas. Czasem zastanawiam się co u nich. Gdzie są. Tęsknię. A czasem z ulgą odsapnę. Bo trzeba czasem przewietrzyć by wpuścić nowe. Święta Bożego Narodzenia mają w sobie jakąś taką moc, że przypominają sobie o nas różni ludzie. My myślimy o osobach nam bliskich. Czasem o takich z którymi kontakt nam się urwał. Zastanawiamy się gdzie są. Jak im jest. Czy słuchają nadal  redhotów…

Mam już ze dwa razy te 16, 17 czy 18 lat. W kuchni rośnie chleb na śniadanie. W pokoju śpi ona. Jedna. Szczęśliwa. I lubi ciasto czekoladowe. 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *