*,  dojo,  holistyczne,  naturoterapia,  pielęgniarstwo holistyczne

Zakorzenienie. Równowaga. Harmonia.

Jak można siedzieć w domu tyle lat i zajmować się dzieckiem? Biedna, tak marnujesz życie…

Jak można iść na pielęgniarstwo i tak zmarnować sobie życie?

Jak można interesować się jakąś tam ekologią? I zmarnować sobie życie?

A można patrz…

Doskonale pamiętam pewien moment na „kursie empatii”, gdy zdałam sobie sprawę jak bardzo tęsknię do ludzi, do bycia przy nich. Do wspierania. Do słuchania. Czasem dawania rad nawet, gdy nie są potrzebne. Że to jest to co sprawia mi frajdę, daje satysfakcję choć nie zawszę chleb z masełkiem, lub teraz modniej pisać cukier.

Jakie to wspaniałe uczucie móc postawić czajnik z herbatą i pachnącą drożdżówkę i wysłuchać.

Jakie to potworne uczucie ciagle słuchać, a gdy ty tego potrzebujesz nikt nie daje cie tego co ty byś chciał dostać…bo zawsze dajesz za dużo. Jakie to potwornie trudne znaleźć swoje granice, pilnować ich i codziennie je wyznaczać od nowa. Jakie to ważne dbać o siebie i umieć powiedzieć nie. Bo to czasem daje więcej niż ten dzbanek z herbatą i drożdżówką.

I tak to właśnie kiedyś te wszystkie obozy w Suszku. Ta ekologia. To pielęgniarstwo. I te lata w domu, to „marnowanie się” sprawiły, że jestem tu gdzie jestem… to cały czas była moja droga. Bardzo wyboista, bardzo pod górkę często, z milionem zakrętów, myśli i niecierpliwości czasem. I Drożdżówki też. Albo szarych klusek z kapustą.

Ziemia w jednym z ujęć to centrum. Centrum wspierające, budujące każdą przemianę. Dla mnie Ziemia nie tylko daje i wspiera ale i bierze z każdej przemiany. Bo jedno wpływa na drugie a i trzecie i czwarte. Wszystko jest ze sobą powiązane. Wszystkie przemiany wzajemnie się wspierają.

Ziemia jest też i o braku wątpliwości. O satysfakcji. Zakorzenieniu. Równowadze. Harmonii. Karmieniu. Wspieraniu. Odżywieniu. Ale też o zamartwianiu, lęku o innych, czasem i niecierpliwości, braku satysfakcji, watpliwościach, gdy równowagi jej brak.

Przemiana Ziemi jest o tym wszystkim, co potrzebne do życia, dzięki temu mamy poczucie bezpieczeństwa i stabilności.

Dojo doskonały czas na to, by zadbać o siebie pamiętając, że tylko wtedy możemy też zadbać o innych.

I o tym też jest Dojo.

O Ziemi.

O myśleniu, analizie, koncentracji, pamięci.

O trawieniu, przyjmowaniu. O czerpaniu zmysłowej przyjemności z życia. O dobrym odżywczym pokarmie.

O regeneracji i przywracaniu równowagi po eksploatującym lecie/jesieni/zimie czy wiośnie.

O przygotowaniu na kolejne miesiące.

O zwolnieniu, przygotowaniu by zdrowo wejść w koleją przemianę.

Taka trochę poczekalnia.

Winda do kolejnego etapu.

Podpórka.

Lato to, poza Sercem o którym wszyscy piszą, ważny czas Jelita Cienkiego.

Jego głównym zadaniem, poza wchłanianiem, jest oddzielanie czystego od nieczystego. Trochę takie filtrowanie tego co nasz organizm wykorzysta, a co jest zbędne i może zostać wydalone. Dobrze działające Jelito Cienkie oznacza, że z informacji, które do nas docierają, potrafimy przesiać i wydobyć te, które mają sens. Zatrzymuje wszystko, co ma nam służyć, a wszystko to, co nieużyteczne, przekazuje dalej – do jelita grubego, w którym odbywa się ostateczna selekcja.

I Dojo to ten czas, gdy możemy spokojnie zajrzeć do tego filtra i wykorzystać, przyswoić to co nam potrzebne.

Dojo to transformacja. Przyswajanie. Przywrócenie równowagi.

Jesień, która za rogiem, to ta ostateczna selekcja. Metal. Granice. Odcinanie kuponów. Jesień życia…

Ziemia karmi, tworzy Metal. Wspiera go. Buduje.

Ale i on pomaga jej zachować granice.

Dojo jako pora roku trwa 18 dni.

Ale jakby spojrzeć z innej strony….

Dojo doskonały czas na to, by zadbać o siebie pamiętając, że tylko wtedy możemy też zadbać o innych.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.