*,  niepełnosprawność,  o życiu,  wspieram

Spokój to wolność

Codziennie rano wstaje i myślę jak będzie wyglądał mój dzień. Planuję. Lubię jasno wiedzieć co mnie czeka. Robię sobie listy. Odhaczam wykonane zadania. Planuję. Od zawsze.Prawie nie słucham radia. Prawie nie oglądam telewizji. Żyje pod kameniem. Jestem mamą. Mamą wyjątkową. Bohaterem. Kobietą. Najbardziej na świecie nienawidzę jak ktoś decyduje za mnie.

Część z tych słów napisałam ponad dwa lata temu. Wtedy my kobiety walczyłyśmy o możliwość wyboru. Możliwość decydowania o własnym ciele. Dziś walczymy znów. Ile razy jeszcze będziemy walczyć?

Mało kto to bohaterstwo ma we krwi. Ja napewno nie. A zostałam bohaterem w soim domu. I to wcale nie dlatego, że umiem położyć tapetę czy pomalować sufit.

I nauczyłam się. Przywykłam. Bo podobno jestem elastycznym człowiekiem. Potrafię się dostosować do tego co przynosi życie i znaleźć w tym coś dla siebie. Ale czy da się dostosować do tego, że do końca życia będę czuwała co noc sprawdzając czy moje dziecko wciąż oddycha.
Że do snu będzie mi przygrywał dźwięk rodem z sali intensywnego nadzoru.
Że będę sikać przy otwartych drzwiach by słyszeć czy zdążę przed kolejnym napadem.
Że nie będę umiała pomóc własnemu dziecku ulżyć w bólu.
Że przez całe życie będę zmieniała pieluchy które ni jak nie przypominają maleńkich słodkich pieluszek noworodka.
Że będę musiała zmierzyć się z fizjologią wyprzedzającą o dekady rozum.
Że każdego dnia będę rozgniatała, mieszała, odmierzała tony tabletek i syropów.
Że będę żebrała o procenty by na te leki mieć. Bo nie będą to te procedury za które mi płacą.
Że nie będzie to moją pracą zawodową.
Że nic już nie będzie tylko moje i dla mnie.
Że niektórych przyjaciół nie będzie. Bo nie udźwigną.
Że jak nagle serce stanie zostane z niczym. Że świat się skończy. A ja dla świata.
Że nie będę mogła liczyć na pomoc tych którzy tą pomoc obiecują.
Że będę musiała tak zmieniać te pieluchy żeby ich starczyło bo limit jest taki a nie inny.

Że jeżeli będę chciała, wróć będę miała siłę, walczyć to muszę liczyć tylko na siebie i najbliższych.
Że wsparcie i pomoc to utopia.
Że nikt nie będzie potrafił nam wskazać drogi.
Że będzie trzeba walić w wiele drzwi i wybijać wiele okien.
Że będę tak bardzo się cieszyła, że mam taki a nie inny zawód bo zaoszczędzę wiele na opiece.
Że żeby odetchnąć będę musiała liczyć tylko na męża bo o opiece wytchnieniowej to za morzami słyszeli.
Że jak zechce iść do kina to najwyżej na My Little Ponny.
Że z zazdrością będę patrzyła jak walczą za morzem żeby z dobowej pomocy nie zabierali im paru godzin.
Że będę musiała wstydzić się tego co mam choć pracowałam od 19 roku życia na paru etatach na to.
Że byłoby najlepiej jakbym ubrała worek pokutny i przepraszała, że mam takie a nie inne dziecko.
Że to, że w sumie kocham moje życie i chce się nim cieszyć będzie źle odbierane.

Że to że walczę, chcę inaczej to coś złego!

Nigdy nie myślałam…

Że będę drżała na samą myśl o przyszłości mojego dziecka. Że wiedząc, że kolejnej ciąży mogę ja albo dziecko nie przeżyć będę się bała przytulić do męża. Że będę drżeć na myśl o dorosłości mojego dziecka. Że nie będę chciała oglądać telewizji. Że nie będę chciała słuchać radia. Że nie będę chciała słuchać co potrafi dziać się za murami różnych instytucji, które mają dać opiekę i wsparcie osobom, które jej potrzebują. Że nie będę potrafiła przeżyć kolejnej ciąży niepokalanie poczętej w takim miejscu.

Nigdy nie sądziłam…

Że co chwilę będę wracała do wielu emocji, które się we mnie kłębią od lat. Że będę się zastanawiała jak to będzie za rok, dwa, trzy a nie za 30 lat.
Że będę się zastanawiała jak będzie wyglądał czarny rynek służby zdrowia.
Że będę musiała co chwilę walczyć i pisać o tym samym.
Że będę światkiem początku końca?!

Nienawidzę jak ktoś mi mówi co mam robić.

Lubię mieć wybór. I choć nie popieram wielu rozwiązań. I choć boję się tego co i w jakim celu jest wykorzystywane. I choć polityka dla mnie to bagno. Nie chcę musieć bać się każdego dnia. To co już mam i to o co bać się muszę już mi wystarczy. Chce mieć wybór. Ja i moja córka!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *