jesień,  mama,  niepełnosprawność,  o życiu,  spokój,  wdzięczność

Ja chcę być sobą!!

Ostatnio pisałam już, że mamy porę roku, gdy znajdujemy mądrość wraz z tym jak schodzimy w dół. Jesień…

I tak pewnego pełnego już jesiennego słońca dnia, gdy ja bezmyślnie skrolowałam fb i przeglądałam te wszystkie apele wrześniowe do rodziców, Lilka po raz kolejny w wielkich emocjach wykrzyczała mniej więcej coś takiego: „Czemu ty chcesz, żebym była jak inne dzieci? Ja chcę być sobą!”

I chociaż, te słowa słyszę bardzo często, gdy proszę, żeby dała się uczesać, przebrać, umyć, posprzątać…. Wstaw cokolwiek innego… tym razem jakbym dostała z plaskacza. W końcu zadziałał tak jak miał wiele razy wcześniej! Dopiero tego dnia byłam na niego gotowa. I w końcu zrozumiałam to o czym mnie uczą, ba co sama widziałam nie raz w gabinecie. To jedno najważniejsze potrzebne ogniwo. Iskra. Zawał jak zwał. Może i być i plaskacz.

To był ten jeden z puzzli, których szukasz wśród tego 1000 i nie kosmicznie się wkurzasz. I nagle jest! Tadaaa… i możesz iść dalej.. I znów za pewne za chwilę będziesz szukał kolejnego. Ot życie. To czego doświadczamy przychodzi, gdy jesteśmy na to gotowi. Przychodzi po coś, konkretnie wtedy gdy ma przyjść. Nawet, gdy boli, przynosi łzy, rozpacz, kompletne zwątpienie.

I to było to. I bardzo dziękuję. Bo mogę dzięki temu moją układankę kompletować dalej.

I pewnie wielu z Was ciekawi co odpowiedziałam Lilce. Ale tego się nie da oddać tu w paru słowach. Bo wielu słów potrzeba Lilce, a jeszcze więcej przykładów. A to nie zawsze bywa łatwe.

Nie chcę ślepego posłuszeństwa. Nie ciągnę rangi. Nie chcę, żeby poddała się mnie, ani komukolwiek. Chcę, żeby poznała siebie. Poddała się sobie i przepływowi tego świata na własnych warunkach, pragnieniach i potrzebach. Chcę, żeby wiedziała, że ​​może mieć takie życie, jakiego pragnie. Jakiekolwiek życie. To wszystko jest jej. Dlatego tu jestem. Ja i jej Tata. Ciągle jej o tym przypominamy. Nie zabieramy jej tego z naszym własnym planem. Choć nie raz taka pokusa się pojawia. I jest ona potrzebna. Ba i pewnie ja jej ulegam. Bo i ja też chce poznawać siebie. Mieć takie życie, jakiego pragnę. Nie jestem jej właścicielem. Ona nie jest przedłużeniem mnie. Jest swoim własnym, w pełni ukształtowanym człowiekiem z własnym, rozwijającym się życiem. Jakkolwiek by się komukolwiek wydawało inaczej. I każda z nas ma swoje granice, ma prawo jej stawiać ale i przestrzegać. Granice są nam potrzebne. Ten Jesienny Metal jest nam bardzo potrzebny.

Jedno wiem, kiedy rodzicielstwem kierujemy się z serca, nieważne jak to wygląda, nieważne, czy pasuje do najnowszych książek o rodzicielstwie, czy wygląda jak rodzicielstwo innych ludzi wokół ciebie, czy wydaje się skandalicznie modne, czy totalnie typowe, czy wręcz nudne, czy nowatorskie – po prostu bądź w tym, cokolwiek to jest. W miłości. I intuicji.

Bo czy ktoś kogoś kiedyś uczył jak wychowywać taką wyjątkową nastolatkę?

Jedno jest pewne pora usiąść i spisać „To czego nauczyła mnie moja wyjątkowa córka.” A uczy każdego dnia wiele. O sobie, o mnie, o życiu, ludziach…

Dziś jednak muszę dopracować tytuł wystąpienia na pewniem bardzo bliski empatyczny kongres ❤️

A, i niech to będzie moje 1 wrześniowe (i nie tylko) przesłanie

I tak to wszystko jest też trochę o Jesieni…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.