fbpx
holistyczne,  mama,  niepełnosprawność,  o życiu,  pielęgniarstwo holistyczne,  wspieram

Jak nie zwariować?

Pamiętam jak wróciliśmy ze szpitala z pierwszą diagnozą naszej córki. Pamietam, że był to piątek. Że Lilka spała. A my z mężem siedzieliśmy  i milczeliśmy. Między nami stał  stół. Na stole pierwszy lek przeciwpadaczkowy. Dla nas skończył się wtedy świat. Chyba nawet się popłakałam.

Bo kiedy w jednej chwili zmienia Ci się świat

A tak naprawdę tamta diagnoza to był pikuś. To było tak dawno temu. Tyle w między czasie się wydarzyło.

I czasami serio zastanawiam się jak to zrobiliśmy, że nie zwariowaliśmy

Bywało lepiej bywało gorzej. Jak w życiu. Bywało, że nie wychodziłam tygodniami z domu. Siedziałam z Lilką czasami całymi dniami w domu bo nie było takiej możliwości. Jakby pierwsze miesiące macierzyństwa wróciły. Tylko niemowlak trochę się zrobił cięższy a ja słabsza. I nie było możliwości wyjścia z domu  bo 3 piętro prawie jak 30. I na dodatek bez windy.  Mąż w pracy a ty cały dzień w piżamie.

Bywało, że nie miałam ochoty otwierać oczu, wstawać. Włosy, żyły własnym życiem (wszędzie) a kilogramy nie pytały czy dam im schronienie. Nie było ważne jak wyglądam, co jem. Byle tylko Lilce było dobrze. Byle przeżyć?!

Szukanie specjalistów, metod, badań, rehabilitacji, kasy. Kupowanie sprzętów, jeżdżenie  po lekarzach, terapeutach. Każdy obiecywał cuda. Próbował. Chciał. Szukał. Zarabiał.
Apele, procenty, prośby, dobre rady, wyrazy współczucia, faktury, zbiórki, wyrazy wdzięczności.
Rehabilitacja, logopeda, integracja sensoryczna, akupunktura, dieta, farmakoterapia, huśtawki, pionizatory, turnusy, aminokwasy,  terapia tak sraka owaka.

Z każdej strony tylko słyszeliśmy : “róbcie to”, “róbcie tamto”, “to na pewno jej pomoże” ” a czemu jeszcze tego nie zrobilliście” „ale wam nie wypada” i “współczujemy”, “tak mi przykro”, “jakie to straszne”.

Jak tak ciągle to słyszysz to wierzysz we wszystko. W to że święcona woda z kibla z Hing hang hung pomoże, że tradycyjny mech z wierzchołka góry zrywany tylko o świcie ją wyleczy i że to takie straszne.

I żeby nie było… nadal słyszymy to wszytko…nadal wierzymy w różne rzeczy… nadal szukamy…. ale już używamy mózgów i robimy to trochę rozsądniej.  Nie za wszelką cenę. Bo łatwo stracić z oczu to co najważniejsze.

Znamy już trochę swoje dziecko ( choć potrafi nas każdego dnia zaskoczyć). Oswoiliśmy jej choroby i przypadłości. Wiemy, że jak w powietrzu zaczyna unosić się aromat starych mokrych petów to zapowiadają się problemy. Wiemy, że mamy prawo decydować o tym co najlepsze dla naszego dziecka. Wiemy, że mamy prawo nie zgadzać się z wszystkimi. Wiemy, że warto rozmawiać. Wiemy, że mamy prawo być nie tylko rodzicami Lilki.

Wiemy co robić żeby nie zwariować.

I wtedy wchodzi on w tej swojej koronie…

I tak sobie teraz myślę. o tej sytuacji w której jesteśmy jako społeczeństwo, w dobie pandemii wywołanej przez koronawirusa, to widzę pewne podobieństwo. Widzę i obserwuję. I kolejny raz przekonuje się, jak to czasem trudno znaleźć się w całkiem nowej sytuacji. Jak trudno żyć gdy Twoje podstawowe potrzeby są zagrożone. I gdy to zagrożenie jest tak bardzo realne. Gdy na plecach czujesz oddech potencjalnie śmiertelnego wirusa, wierzysz we wszystko co Ci powiedzą, chcesz słyszeć cokolwiek, by przeżyć. Bywają chwile, że nie możesz złapać oddechu bo panika zaciska Ci na klatce piersiowej wielkie imadło.

Ale też wiem, że takie sytuacje mijają. Można je oswoić. I chociaż czasem wydaje się to bardzo trudne, to można nauczyć się żyć od nowa. I raz, i drugi i setny jak trzeba. My ludzie jesteśmy fantastycznym tworem. Potrafimy wiele.

Oddychajmy. Smakujmy. Żyjmy.
Nadal.
Po swojemu.
Tylko trochę w innej rzeczywistości.

Ja będę dalej.

6 komentarzy

  • Monika Kilijańska

    Mam podobne przemyślenia podczas oglądania zdjęć moich dzieci jak były bobaskami. Jedno miało wadę serca, drugie taką alergię i podejrzenie astmy, że aż w szpitalu z powodu niedowagi i tragicznego stanu skóry trafiliśmy. Dziś jak pomyślę o tych inhalacjach, lekarzach, rehabilitacjach (potem jeszcze niedosłuch u dwójki wyszedł)… to zastanawiam sie skąd siły!

  • Marta

    Dla mnie to okazja, żeby zwolnić, znaleźć leniwy czas z każdym z dzieci. Poza tym żyjemy normalnie, pracujemy z Zetem, z Tedem, chodzimy po lesie, bawimy się na podwórku. Żyjemy, smakujemy 😉

  • tarapatka

    Prawidłowe podejście 😉 sama nie mam łatwo, ale jakoś pcham ten wózek do przodu. Ciągle widzę sens, bo gdyby jego zabrakło to co by nam pozostało? No właśnie. Jakoś trzeba szukać tych pozytywów, w małych rzeczach i gestach 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *